piątek, maja 18, 2012
   
Text Size

Content on this page requires a newer version of Adobe Flash Player.

Get Adobe Flash player

Prześladowania w Doncaster

Blisko 50 rodzin polskich imigrantów niemal na co dzień doświadcza szykan z powodów narodowościowych, a wszystko to dzieje się na biernych oczach policji i urzędników…

 

 

To, co każdego dnia ma miejsce na ulicach Doncaster sprawiło, iż jedna z polskich rodzin już opuściła to przesiąknięte uprzedzeniami miasto. Kolejne trzy, szykują się do rychłego odlotu, nie tylko z Doncaster, lecz wogóle z Wielkiej Brytanii.

 

Doncaster

Doncaster to nieduże, bo niespełna 70-tysięczne miasto usytuowane w północnej Anglii. Według oficjalnych danych mieszka tu ponad 10 tysięcy Polaków, nieoficjalne liczby mówią, że dwa razy więcej. Miasto istotnie nieduże, ale sporo w nim fabryk, które przyciągają imigrantów z wielu krajów, jednak to mniejszość polska jest bezsprzecznie największa. Napływ tak sporej liczby Polaków, jak i kryzys finansowy z 2009 roku, kiedy to doszło do redukcji etatów w wielu firmach zatrudniających imigrantów sprawiły, że to właśnie w przybyszach zaczęto upatrywać przyczyn pogarszającej się sytuacji na miejscowym rynku pracy. Zwolnienia te, dotykały jednak naszych rodaków w znacznie mniejszym stopniu, niż Brytyjczyków, głównie z tej przyczyny, że nie zgłaszali oni roszczeń płacowych i godzili się pracować za najniższe stawki. Nic zatem dziwnego, że atmosfera wokół nich i tak już gęsta wcześniej, zgęstniała jeszcze bardziej.

 

W latach 2008 - 2011, doszło do kilkudziesięciu incydentów na tle rasowym, których ofiarami byli Polacy. Dane te mogą być jednak niepełne, bowiem większość takich zdarzeń nie jest rejestrowana z dwóch powodów. Po pierwsze, tutejsi Polacy w większości słabo znają angielski, a jeśli już to w stopniu niewystarczającym, by w miarę precyzjne złożyć zawiadomienie o przestępstwie (niewspominając już o odpowiedziach na szczegółowe pytania policji). Po drugie, te osoby, które angielski znają wystarczająco, też nie zgłaszają się na policję, bo z autopsji lub relacji znajomych, wiedzą, że „młyny sprawiedliwości mielą w Doncaster bardzo powoli, albo w ogóle nie mielą”.

 

„Fucking Polish wanker”

Radek Mołoń już nie mieszka w Doncaster, ale doskonale pamięta, co przeżył  tam on, jego dziecko i żona.
- Pracowałem w zakładach naprawczych taboru kolejowego. Znam się na tej robocie, bo wcześniej pracowałem w podobnej firmie w Polsce i ukończyłem przyzakładową zawodówkę. Atmosfera w pracy była dobra, ale poza nią już znacznie gorsza. Kiedy sąsiedzi z mojej dzielnicy dowiedzieli się, że jestem Polakiem, zaczęło się. Najpierw na placu zabaw pobity został mój syn, ale potraktowałem to jako coś normalnego, w jego wieku też wdawałem się w bójki z rówieśnikami. Jednak kiedy powtórzyło się to jeszcze dwa razy, zabroniłem mu wychodzenia z domu bez opieki, tym bardziej, ża za drugim wrócił nie tylko pobity, ale ktoś napisał mu na czole markerem „fucking Polish wanker”. Wtedy już wiedziałem, co jest rzeczywistym powodem tych pobić.

 

 


W pierwszym odruchu, Radek zamierzał zgłosić te incydenty na policję, ale po konsultacjach ze znajomymi, zmienił zdanie.
- Odradzali mi to twierdząc, że policja i tak nic nie zrobi, a jeszcze bardziej narazić się tym mogę na zemstę ze strony sąsiadów.
Mołoń odpuścił, ale sąsiedzi wprost przeciwnie, kiedy wychodził z domu, lub wracał z pracy, wystająca na rogu banda wyrostków pokazywała mu środkowe place, krzycząc: „Go to your fucking Poland!”. To samo, tyle, że bez wulgarnego przymiotnika usłyszała jego żona, załatwiając formalności w agencji pracy. Później było już tylko gorzej - przebite opony w samochodzie, chamskie zaczepki i aluzje wobec żony, obelgi kierowane pod adresem syna, aż wreszcie wybite okno, przez które wleciał worek z ekskrementami, obciążony kamieniem. Po tym zdarzeniu odesłał żonę wraz z synem do Polski (akurat były wakacje) i wynajął pokój w innej części miasta. Już po miesiącu zrezygnował z pracy, bo trafiła mu się podobna w Cardiff. Czuje się tam znacznie lepiej, bo nikt nie prześladuje ani rodziny, ani jego.

 

 

Rasistowska zmowa

Bernard, który mieszka w Doncaster od początku, czyli od czerwca 2004 roku twierdzi z kolei, że z tą  „rasistowską zmową”, to jakaś przesada.
- Nigdy i nigdzie w tym mieście nie spotkałem się dyskryminacją Polaków, czy z innymi przejawami rasizmu wobec nich. Natomiast wiele razy byłem świadkiem takich zachowań ze strony rodaków. Nie raz widziałem, jak polscy kolesie z sąsiedztwa, podpici, pod wpływem narkotyków, albo jedno i drugie, zaczepiali w parku, czy na skwerze innych cudzoziemców. Raz dotkliwie pobili jakiegoś Rumuna chyba, więc ci się skrzyknęli i wyłapali tych kolesi pojedynczo. Spuścili im wtedy niezłe baty. Jeśli ktoś chce na własne oczy przekonać się, do czego nasi rodacy są zdolni, to zapraszam w sobotni wieczór na spacer po pewnych miejscach. Jeśli chodzi o Brytyjczyków, to nie dam na nich złego słowa powiedzieć. Nieraz mi pomogli, czego nie mogę powiedzieć o Polakach.

 


Pomimo tej opinii i wielu podobnych ze strony innych rozmówców, przejawy zachowań rasistowskich wobec Polaków w Doncaster są faktem i nie jest to kwestia ostatnich dni. 31-letnia Agnieszka Oskroba, od trzech lat domaga się, by policja i instytucje powołane do walki z rasizmem zapewniły bezpieczeństwo córce, jej samej oraz partnerowi. Jej sprawę, nie odosobnioną zresztą, opisywały nie tylko lokalne media, lecz również ogólnobrytyjski „The Independent”.

 

 

Krótko po wprowadzeniu się do miasta w oknach ich mieszkania poleciały szyby. Od pewnego momentu kobieta przestała je wstawiać, bo i tak zostałyby wybite, zastąpiła je folią. Napastnicy wrzucali zresztą nie tylko kamienie, lecz również martwe szczury, ptaki. Były też próby podpalenia mieszkania, na szczęście nieudane. Agnieszka drży nie tylko o własne bezpieczeństwo, lecz przede wszystkim o swoje dziecko, ośmioletnią Kamilę, która również spotkała się z przemocą i szykanami ze strony rówieśników w szkole, przy biernej postawie wychowawców. Przeprowadzki też nie na wiele się zdały, za każdym razem było i jest to samo. Reakcja policji jest zawsze taka sama, przychodzą, spisują i na tym się kończy, choć funkcjonariusze za każdym razem dostają rysopisy sprawców, to łapią ich i… wypuszczają. To już nie są żarty, ostatnio bowiem, ktoś oddał strzał w kierunku jej domu. 17 lipca Agnieszka Oskroba wysłała do burmistrza Doncaster kolejny, obszerny list (jego treść dostępna w całości na portalu Polscott24.com, jak również nagranie z interwencji policji), w którym domaga się reakcji władz miasta na jej gehennę, a przy okazji i innych Polaków w tym mieście. Ciągle jeszcze ma nadzieję, że wezmą się one za bandytów-rasistów.

 

źródło: www.thepolishobserver.co.uk



Podziel się linkiem!
Nasza Klasa Facebook! TwitThis Wykop Google! Live! MySpace!

Komentarze 

 
0 #6 RE: Prześladowania w Doncasterzik24 2011-12-04 10:29
Więcej uwagi poświęcić należy naszej kulturze i obyciu a nie na jakichś głupawych komentarzach :sytuacja z piątku jestem z żona na zakupach w markecie za mna wchodzą dwie osoby i nawet anglik się by zorientował kto to wchodzi od samych drzwi k... , h... , ludzie kultury !!!!!!!!
A do tematu rasizm jest przestępstwem wystarczy to zgłosić na policji lub szukać mieszkań normalnie usytuowanych a nie w najbiedniejszych dzielnicach .
Cytować
 
 
0 #5 krknorbert czyzewicz jr 2011-11-26 11:41
wy tempe wiejskie suki nienawidze was :-x :-x
Cytować
 
 
0 #4 już nie dziwne...dobroslawa 2011-11-23 22:05
o ile mi wiadomo p. Agnieszko O, to nie jesteśmy na Ty. Do sądu w każdej chwili chętnie zapraszam (jeśli odważy się pani pojawnić) - świadków i nie zapłacone rachunki posiadam. A skoro taka pani biedna z tymi prześladowaniami, to ładnie tak źle życzyć innym? to właśnie jest owo chamstwo i podejście do ludzi, o którym pisałam wcześniej...
Cytować
 
 
-2 #3 dziwneAgnieszka O. 2011-10-29 11:36
a podać cię do sądu za pomówienia i oszczerstwa?
Dobrosława, nie jesteś anonimowa w internecie.
Poza tym życzę ci prześladowań rasistowskich, takich brutalnych, jak twoje komentarze.
Cytować
 
 
+1 #2 ~bajk4bajk4 2011-09-21 17:04
Do dnia dzisiejszego, nie spotkalem sie rasistowsim podtekstem ze strony rodowitych anglikow. Nikt mnie nie zaczepil, nikt nie wyzwal...
A radek - coz. Zle trafil i byl w zlym miejscu.
Jesli cheny cos naprawic u anglikow, zacznijmy to robic najpierw u siebie.
Wielokrotnie widzialem rozwydzonyn mloodych polakow, ktorzy zwracali na siebie uwage stanem upojenia.
Sytuacja z radkiem jest mozliea, ale z drugiej strony nie chce mi sie w to woerzyc.
Kupilem dom w Anglii, i nie widze bym na swojej ulicy byl szykanowany z powodu mojego pochodzenia.
To chyba na tyle.
Pozdrawiam.
Cytować
 
 
+4 #1 nie dziwne...dobrosława 2011-08-19 00:01
może gdyby p. O. płaciła za swoje zakupy w polskich sklepach, nie oszukiwala, nie kradła i nie była taka chamska, to miałaby lżejsze życie i mniej wrogów dookoła :-| a Angole bez powodu nie atakują jednej rodziny na całej ulicy - nikt jakos tego nie zauważa?
Cytować
 

Dodaj komentarz


Kod antysapmowy
Odśwież

Ostatnie komentarze

Login Form